Bałtyk pod lupą: 150 mln zł na badania wraków i amunicji, powstanie plan neutralizacji zagrożeń
Co naprawdę kryje dno Bałtyku w polskiej strefie? Urząd Morski w Gdyni zebrał w jednym miejscu wyniki szeroko zakrojonych badań, które miały odpowiedzieć na pytania o wraki, niewybuchy i inne niebezpieczne pozostałości spoczywające pod wodą. Stawką była nie tylko wiedza naukowa, ale też bezpieczeństwo środowiska i żeglugi.
Podsumowanie prac przedstawiono podczas konferencji w Hotelu Nadmorskim w Gdyni. Projekt, którego pełna nazwa brzmi „Rozpoznanie i ewentualna neutralizacja materiałów niebezpiecznych zalegających na dnie Morza Bałtyckiego w wybranych lokalizacjach”, sfinansowano ze środków Krajowego Planu Odbudowy. Całość przedsięwzięcia opiewała na około 150 mln zł, przy czym 28 mln zł pochodziło z budżetu państwa, a resztę zapewnił Krajowy Plan Odbudowy.
Cztery obszary badań i pomiary na dużą skalę
Zespół ekspertów skupił się na czterech kluczowych rejonach polskiej części Morza Bałtyckiego: w okolicy wraków statków „Franken” i „Stuttgart”, a także na obszarach Głębi Gdańskiej oraz Rynny Słupskiej. W każdym z tych miejsc wykonano szeroki pakiet prac terenowych i analiz laboratoryjnych, by sprawdzić zarówno stan obiektów na dnie, jak i ewentualny wpływ zalegających tam substancji na wodę oraz osady denne.
- pomiary hydrograficzne na wybranych akwenach
- badania chemiczne wody
- analizy chemiczne osadów dennych
Jak podkreślano na konferencji, skala działania była wyjątkowa jak na warunki Bałtyku. Wskazywał na to m.in. Jan Młotkowski, zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni ds. oznakowania nawigacyjnego.
Nie możemy dziś mówić o groźbie katastrofy ekologicznej w Zatoce Gdańskiej związanej z wrakiem tankowca „Franken”. Pozostałości paliwa znajdują się tam w znacznie mniejszych ilościach, niż wcześniej przypuszczano
Jan Młotkowski, zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni ds. oznakowania nawigacyjnego
„Franken” i „Stuttgart”: paliwo, które nie zniknęło całkiem
Szczególna uwaga badaczy od lat koncentruje się na niemieckim tankowcu „Franken”, którego stan i potencjalne zagrożenia są regularnie analizowane przez naukowców oraz środowiska zajmujące się ochroną przyrody. Najnowsze ustalenia wskazują, że w uszkodzonych zewnętrznych zbiornikach wraku nie ma już znaczących ilości paliwa. To istotna informacja dla rejonu Zatoki Gdańskiej, który bywał wymieniany jako obszar potencjalnego ryzyka.
Jednocześnie badania potwierdziły, że nie wszystkie substancje ropopochodne zniknęły: część nadal ma znajdować się w szczelnych zbiornikach wewnętrznych jednostki. Taka sytuacja oznacza, że temat wymaga dalszego monitorowania i odpowiednio zaplanowanych działań, jeśli kiedykolwiek zapadną decyzje o ingerencji przy wraku.
Badania objęły również rejon wraku „Stuttgart”, a zebrane dane mają pomóc w ocenie skali ryzyk związanych z obiektami i materiałami zalegającymi na dnie oraz ich możliwym oddziaływaniem na otoczenie.
Amunicja i ślady broni chemicznej: co wykryto w Rynnie Słupskiej
Wnioski z prac nie ograniczają się do zagadnień związanych z paliwem. Eksperci potwierdzili, że na dnie Bałtyku wciąż znajdują się pozostałości amunicji oraz ślady powojennej broni chemicznej. Szczególnie w Rynnie Słupskiej odnotowano wykrycie pochodnych iperytu i innych bojowych środków trujących.
Jednocześnie specjaliści zwracali uwagę, że w porównaniu z sytuacją sprzed kilkunastu lat skala zagrożenia jest obecnie mniejsza, a część procesów zachodzących naturalnie sprzyja stopniowemu rozkładowi niektórych niebezpiecznych substancji. To jednak nie oznacza, że problem znika - raczej zmienia się jego charakter i sposób zarządzania ryzykiem.
Co dalej po badaniach: „Plan neutralizacji zagrożeń”
Jednym z najważniejszych efektów całego przedsięwzięcia ma być przygotowanie szczegółowego „Planu neutralizacji zagrożeń”. Dokument ma opisywać skalę ryzyka i wskazywać rekomendacje dotyczące dalszych kroków w sprawie materiałów niebezpiecznych zalegających na dnie Bałtyku - zarówno w kontekście środowiska, jak i bezpieczeństwa morskiego.
W realizację projektu włączono szereg podmiotów: Uniwersytet Morski w Gdyni, Akademia Marynarki Wojennej, spółkę Mewo S.A. oraz Grupę GeoFusion. To właśnie współpraca administracji morskiej, nauki i wyspecjalizowanych firm pozwoliła zebrać dane o skali, którą Urząd Morski w Gdyni określał jako największą na Bałtyku pod względem budżetu i zakresu.
Konferencyjne podsumowanie w Gdyni domknęło etap rozpoznania. Teraz kluczowe będzie to, w jaki sposób wnioski z badań zostaną przełożone na decyzje i procedury - tak, aby zagrożenia z przeszłości nie przerodziły się w problemy przyszłości.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!